Kiedy byłam małą dziewczynką ciągle biegałam po podwórku, albo po naszym lokalnym parku. Mama nie mogła mnie zmusić do powrotu do domu, zawsze przychodziłam długo po ustalonej godzinie. A dziś… dużo pracuję w zamkniętych pomieszczeniach. Od 8 do 15 jestem w szkole, a później kilka godzin spędzam w domu przed komputerem. W weekend albo jestem na uczelni, albo nadrabiam zaległe lektury, filmy i kawę z przyjaciółmi. Codziennie podróżuje samochodem. W domu nie mam za wiele kwiatów, wytrwały tylko najsilniejsze gatunki, odporne na przesuszenie lub nadmierne nawodnienie. Nie trudno zatem o niedotlenienie organizmu. Do tego nadmiar obowiązków powoduje niejednokrotnie stres i napięcie, co szczególnie odczuwa moje ciało. Jestem więc idealną kandydatką na terapię, a dokładniej na hortiterapię. Czym zajmuje się ten rodzaj sztuki terapeutycznej i dla kogo jest przeznaczony? O tym opowiedziała mi dr inż. Beata Płoszaj-Witkowska – adiunkt w Katedrze Ogrodnictwa na Wydziale Kształtowania Środowiska i Rolnictwa Uniwersytetu Warmińsko- Mazurskiego w Olsztynie, prekursorka hortiterapii w Polsce, kierownik studiów podyplomowych z hortiterapii, inicjatorka i współorganizatorka olsztyńskich wystaw dalii i konkursów na najpiękniejsze kwiaty i kompozycje z dalii.

Ania Jankiewicz : Czym zajmuje się hortiterapia?

Dr inż. Beata Płoszaj-Witkowska: Hortiterapia to leczenie przy pomocy ogrodu. Ja jednak wolę bardziej sformułowanie – przy pomocy roślin, które rosną w ogrodzie. Ponieważ to, co jest terapeutyczne, znajduje się w roślinach – ich tekstura, zapach, dźwięk, smak, wygląd. Część roślin możemy również jeść. Terapeutyczne są także barwy, które istnieją w ogrodzie, czyli wszystkie kolory, które działają na nas w bardzo różny sposób.

Co terapeutycznego możemy znaleźć w kontakcie z naturą?

Wszystko. Zależy to również od grupy terapeutycznej, z jaką mamy styczność, dla każdego co innego jest terapeutyczne. Nie zawsze jest tak, że jesteśmy chorzy lub mamy jakąś niepełnosprawność, ale za to często jesteśmy przemęczeni pracą, tempem życia, a wychodząc do ogrodu ten czas spowalnia. Czujemy się bardziej odprężeni i zrelaksowani. Mamy kontakt ze słońcem, światłem, które wpływa na uwalnianie w naszym organizmie witamin. Kojąca jest otwarta przestrzeń, odgłosy zwierząt, ptaków, a więc wszystkiego, co nas otacza.

 I tlen…

Tak tlen, czyste powietrze w tej chwili – jak wiemy – jest bardzo cenne, biorąc pod uwagę problem ze smogiem. My na Warmii i Mazurach znajdujemy się w regionie, gdzie to powietrze jest najczystsze. Jestem po seminarium, na którym padały pytania, gdzie są ogrody terapeutyczne. W tej chwili projektuje się ich bardzo dużo, ale dla mnie każdy ogród może być terapeutyczny – jeżeli nie ma w nim roślin trujących. Natomiast ważne jest to, aby dostosować go do wszystkich typów niepełnosprawności. Dzieci niedowidzące, głuchonieme, autystyczne – czy z zespołem Downa wymagają do stymulacji innych roślin, jak i elementów małej architektury.

Czyli hortiterapia jako profilaktyka dla ludzi zdrowych, ale też jako wspomaganie terapii i rehabilitacji dzieci niepełnosprawnych. Jakie są efekty takiej terapii, co ona może wspomagać?

Na przykładzie własnego, sześcioletniego już doświadczenia – na pewno może być wykorzystywana przy zaburzeniach sensorycznych – dla mnie rośliny to podstawowy materiał do stymulacji, z którym możemy zacząć bardzo wcześnie zajęcia i zawsze będę o tym głośno mówiła. Terapię ogrodem da się wykorzystywać również we wspomaganiu rehabilitacji, a wręcz przy niektórych schorzeniach powiedziałabym, że przygotowanie zajęć w ogrodzie to po prostu rehabilitacja. Jeżeli ktoś ma dziecko niepełnosprawne i idzie na rehabilitację do ośrodka czy do szpitala – to wie, że te sale są w kolorach niebieskich, czerwonych i pomarańczowych. Często są zamknięte, albo znajdują się w piwnicach. Do tego są przepełnione, bo u jednego rehabilitanta jest po kilka osób. Dodatkowo, jeżeli dziecko ma elementy autyzmu, to jest ono wrażliwe na inne krzyki, odgłosy, a na rehabilitacji nie ma ciszy, dzieci często krzyczą, ponieważ nie poddają się rehabilitacji. Jeżeli rodzic jest chętny do współpracy z rehabilitantem, to właśnie on może pokazać mu ćwiczenia, które można wykonywać w ogrodzie (np. wspinanie się po drabinie, pionizacja, skręty, przeciąganie liny). W taki sposób rehabilitujemy dziecko, a zarazem bawimy się z nim.

Czy hortiterapia może zastąpić terapię integracji sensorycznej, czy tylko ją wspomóc?

Integrację sensoryczną może zastąpić spokojnie. Byłam w sytuacji, w której moje dziecko było sensorycznie zaburzone, poszłam więc na zajęcia integracji sensorycznej. Nie było takiej możliwości, żeby moje dziecko dotknęło czegokolwiek śliskiego, natomiast u nas gluty sprawdziły się na grzybach w lesie. Mimo, że grzyb był mokry, to chęć zerwania go przeważała. Należy więc poszukiwać w ogrodzie elementów, które zachęcą dziecko do niego. Myślę, że hortiterapia będzie się sprawdzała w sytuacji, kiedy nasze dziecko dużo czasu spędza w cyberprzestrzeni. Warto więc poszukiwać takich miejsc, jak place zabaw, gdzie możemy spędzać ciekawie czas. Myślę, że ogrody, takie place zabaw to będzie taka mała przyszłość.

Pamiętam, jak spotkałyśmy się po raz pierwszy – mówiła Pani o tym, aby nie bać się wpuszczać dzieci do swojego ogrodu, czy na działkę, a ubrania, które zapewne się nie dopiorą, można po prostu kupić taniej w second handzie…

Tak, dziecko brudne – to dziecko szczęśliwe. Myślę, że to jest bardzo ważne, aby pozwolić dziecku na ten rodzaj swobody. Jeżeli zajęcia przeprowadzane są w domu czy gabinecie terapeutycznym, to ćwiczony jest konkretny element, natomiast w ogrodzie możemy je przeplatać. Oczywiście – odbije się to w jakiś sposób na wyglądzie ogrodu, ale dzięki temu dziecko może sobie pozwolić na rozwijanie wyobraźni. Dzięki kwiatom możemy w ogrodzie uczyć się np. barw, kształtów, liter…

A co każdy z nas może zrobić dla siebie z zakresu hortiterapii w domu? Jakie rośliny powinniśmy mieć w domu, a jakich powinniśmy unikać ze względu na ich toksyczność?

Wszystkie kwiaty powinniśmy mieć w domu. Nie wszystkie z nami przeżyją, każdy z nas ma do nich inne podejście – jedni je zalewają, a drudzy zasuszają. To, czy kwiaty zostaną z nami na dłużej, zależy też od warunków, jakie panują w naszym mieszkaniu. Istotne jest, czy mamy dla nich dużo miejsca i światła. Rośliny mają różne wymagania klimatyczne oraz te związane z temperaturą i światłem. Ważna jest też przestrzeń, jaką posiadamy. Powinniśmy być świadomi tego, że część roślin ma substancje trujące w liściach, pędach i kwiatach. Warto więc zajrzeć do odpowiednich podręczników na ten temat lub do artykułów, by dobrać rośliny do własnych potrzeb. Dobrze jest otaczać się roślinami, musimy pamiętać, że one dają nam tlen, pobierają szkodliwe substancje (typu benzen, chloroetylen), podnoszą wilgotność powietrza w mieszkaniu. Mamy też grupę roślin, która w nocy oddycha dwutlenkiem węgla, czyli nie zabiera nam tlenu.

Chciałabym jeszcze zapytać o studia z zakresu hortiterapii. Kto może zostać hortiterapeutą?

Wszyscy. Studia te są przygotowane również z myślą o rodzicach dzieci niepełnosprawnych, ponieważ nie każdy kończy ogrodnictwo, nie każdy jest oligofrenopedagogiem. Jeżeli ktoś jest ogrodnikiem – otrzyma wiedzę z nauk społecznych i medycyny. Natomiast gdy ktoś jest gerontopedagogiem (przyp. red. opiekun osób starszych), czy oligofrenopeadogiem (przyp. red. osoba zajmująca się osobami niepełnosprawnymi) – dostanie wiedzę z ogrodnictwa. Rodzice natomiast będą mogli wykorzystywać wiedzę do wspomagania terapii swoich dzieci.
Studia zamykają się w trzech semestrach i kończą się praktycznie po roku zajęć. Są tak zorganizowane, że w ciągu roku robimy trzy semestry.

Gdzie może znaleźć zatrudnienie hortiterapeuta?

Na studiach uczymy się roślin, zwracamy uwagę na te, które mają działanie czysto terapeutyczne lub pokazujemy, co z nich wyciągnąć, żeby były terapeutyczne. Na trzecim semestrze, który właśnie teraz zaczynają słuchacze, uczą się oni projektować place zabaw i ogrody terapeutyczne. Jeżeli zaznajomią się z tematyką ogrodniczą, to są w stanie wrócić do domu i zaprojektować sobie ogród terapeutyczny. Dlatego też na tych studiach jest dużo architektów krajobrazu. Po pierwszej edycji mamy kolegę, który ma swoje gospodarstwo agroturystyczne, w tej chwili przekształca je na hortiterapeutyczne i cieszy się coraz większą popularnością. Druga grupa to dwóch ogrodników – architekt i historyk, którzy stworzyli projekt „Ogród leczy” i w tej chwili prowadzą zajęcia w różnych ośrodkach terapeutycznych. Pokazują, jak wspomagać leczenie ogrodem, projektują ogrody, zakładają ścieżki, ściany wertykalne. Pozostali słuchacze to terapeuci zajęciowi, prowadzą więc takie zajęcia w swoich ośrodkach.

Jest to zdecydowanie przyszłościowy kierunek. Szczególnie, że tak jak wcześniej Pani wspominała, ciężko jest obecnie odciągnąć dzieci od komputerów i zainteresować je lasem, ogrodem, czy nawet placem zabaw…

Nie tylko dzieci – powinniśmy również starać się wyciągać na powietrze starsze osoby. Miałam ostatnio przyjemność uczestniczyć w międzynarodowej konferencji dotyczącej ekonomii społecznej. Jeden z prelegentów powiedział, że bodajże w Holandii – lekarz przepisuje nie sanatorium (po wypadku czy urazie), ale dwa tygodnie w ogrodzie terapeutycznym. Mam nadzieję, że to przyjdzie również do nas. Prowadzimy pierwsze takie studia w Polsce. Zaczynają się tworzyć kolejne, wydaliśmy już dwie monografie, a większość z nas prowadzi takie zajęcia z dziećmi od lat – posiadamy więc ogromne doświadczenie.

Kawałek ziemi, a może sprawić dużo radości i dodatkowo wpłynąć pozytywnie na nasze zdrowie i samopoczucie…

Proszę zobaczyć, że osoby starsze, na emeryturze często posiadają ogrody działkowe. Zimą obserwuje się u nich spadek nastroju i formy. Natomiast z przyjściem wiosny osoby te dosłownie ożywają, zacznają kupować nasiona, cały swój czas spędzają na działkach, gyż zawsze jest coś do zrobienia i jest to dla nich ogromna motywacja – muszą wstać z łóżka i wyjść z domu. Przeprowadziliśmy takie badania u starszych osób z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Mieliśmy dużą grupę i okazało się, że każda z tych osób uprawia rośliny, na balkonie lub w domu, posiada ogród albo działkę. Często cierpią oni na bardzo rozmaite schorzenia, a mimo to uprawiają rośliny na działce. Ale czy osoby te poddałyby się hortiterapii? Nie. Sama nazwa już jest dla nich pewną barierą i zastanawialiśmy się – jak ją zmienić, żeby była łatwiej przyswajalna. Ogrodolecznictwo też się nie przyjęło. Te nazwy im się źle kojarzą. To, co robimy ma jednak swoją wartość, którą doceniają na przykład mamy z diagnozą zaburzenia sensorycznego u dziecka 2–3 letniego. One są zainteresowane, dopytują na, jak ma wyglądać taka terapia, zgłaszają się do nas również mamy ze zdrowymi dziećmi. Nie każdy ma bowiem dostęp do ogrodu, szczególnie w dużych miastach, poszukują więc tego typu zajęć.

Ciekawe jest to, co mówi Pani o starszych ludziach – pochodzą oni z pokolenia, gdzie nie było ani komputerów, ani tabletów i naturalne jest dla nich spędzanie wolnego czasu wykorzystując to, co daje nam natura. Jest to zatem wyzwanie dla wychowania, aby wracać do natury, która jest prosta i w zasięgu ręki.

Przyjechała do nas na jedne zajęcia babcia ze swoim wnuczkiem i była również na seminarium. Powiedziała, że będąc na tych zajęciach, nie zdawała sobie sprawy, że pomimo, iż jej wnuczka otoczyli najlepszymi terapeutycznymi zabawkami, to jemu największą radość sprawiało po prostu wyjście do ogrodu. Należy pamiętać, że w ogrodzie nie powinno być dużo tzw. „tuj” (żywotników), cyprysików, jałowców, ogólnie tych zimozielonych roślin, lecz krzewy lub drzewa, które zmieniają się w ciągu wegetacji, czyli przebarwiają się na różne kolory. Cały ogród zmienia się wraz ze zmianą pór roku. Jeżeli popatrzy się w tej chwili na projekty architektów krajobrazu i przejdzie się przez osiedla, które teraz powstają – dominują tam głównie trawnik, kora i kamień. A przecież chodzi o to, żeby do kwiatów przyleciał motyl, pszczoła, trzmiel! Żeby można było zjeść coś z tego ogródka (borówkę amerykańską, truskawkę czy poziomkę). Całe szczęście, że w gospodarstwa agroturystyczne cieszą się coraz większą popularnością – tam dziecko może zobaczyć, kto daje mleko i kto znosi jajka.

Dziękuję za rozmowę.

Jeśli zainteresowała Was hortiterapia i chcielibyście wziąć udział w szkoleniu z dr Beatą Płoszaj – Witkowską – to jest ku temu okazja. Dokładnie 11 i 12 marca w Olsztynie, na Uniwersytecie Warmińsko- Mazurskim odbędą się warsztaty „Dekoracje roślinne świąteczne w terapii zajęciowej”. Celem szkolenia jest zapoznanie z materiałem roślinnym oraz technikami wykorzystywanymi podczas przygotowywania wielkanocnych dekoracji w procesie aktywizacji osób niepełnosprawnych w różnym wieku.


Więcej informacji:
https://www.facebook.com/events/1804226439830635/
Jeżeli ktoś zainteresowany jest studiami podyplomowymi z zakresu hortiterapii zapraszamy do odwiedzenia strony studiów pod tym linkiem:
http://www.uwm.edu.pl/ogrod/index.php?go=hortiterapia
lub https://www.facebook.com/Hortiterapia-Studia-Podyplomowe-w-Olsztynie-598931526817086/

Ja natomiast rozpoczynam swój proces terapeutyczny. Zaczynam ferie, więc odstawiam samochód i mam nadzieję, że uda mi się częściej przebywać na świeżym powietrzu. Nowe kwiaty do domu już zakupione. Wierzę, że tym razem dłużej ze mną pomieszkają. Was również zachęcam do korzystania z darów natury, a może już to robicie? Wrzucajcie swoje zdjęcia pod artykułem ze swoich zimowych aktywności na świeżym powietrzu. A może macie zdjęcia swoich ogrodów? Jeśli tak – koniecznie je nam pokażcie!